Wspomnienie pośmiertne Barbara Młynarska

IN MEMORIA
Śp. Barbara Młynarska

leaf graphic

Babara Młynarska urodziła się 21 marca 1953 roku w Warszawie. Jej rodzice: Józef Młynarski i Teodozja Młynarska z domu Czeladka byli malarzami. Mam pisywała także wiersze. Basia urodziła się jako dziecko kalekie. Jej życie w pierwszym okresie dzieciństwa wiązało się z licznymi pobytami w szpitalach i zabiegami chirurgicznymi, których celem było usprawnienie jej ciał i przygotowanie do w wiarę samodzielnego życia.
Zresztą ułomność ciała i różne dolegliwości zdrowotne dawały o sobie znać do końca jej życia. Nie wiemy tego do końca, ale być może to właśnie jej niepełnosprawność stała się bezpośrednią przyczyną jej zgonu.
Basia była bardzo przywiązana do swoich rodziców. W jej mieszkaniu na warszawskim Ursynowie zgromadzonych było wiele dzieł malarskich jej rodziców. Szczególne miejsce w życiu Basi miała jej mama. Przejawem przywiązania do matki – jak mi kiedyś powiedziała – był fakt, że w swoim adresie mailowym posługiwała się jej nazwiskiem panieńskim. Nic zatem dziwnego, że kiedy w roku 1981 zmarła jej matka, Basia bardzo boleśnie odczuła jej odejście.
Basia miała wtedy 28 lat i nie w pełni była zdolna do samodzielnego życia. Wtedy, po zgonie matki, rozpoczęły się jej rozterki duchowe i potrzeba wewnętrznego przebudzenia.
Poszukiwania wewnętrznego pokoju i próba odnalezienia duchowej równowagi po odejściu matki przyprowadziły ją w końcu do metodystów, na plac Zbawiciela, gdzie znajduje się kaplica i znana szeroko w społeczności warszawskiej Szkoła Języka Angielskiego.
Nim stałą się członkiem społeczności ewangelików wyznania metodystycznego rozpoczęła uczęszczać na godziny instruktażowe dla kandydatów do wstąpienia do Kościoła prowadzone przez nieżyjącego ks. Aleksandra Sulikowskiego, pastora pomocniczego zboru. Po półrocznym kursie, wraz z grupą innych osób została przyjęta na początku 1982 roku do społeczności Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego przez ówczesnego pastora zboru, ks. prof. dr. hab. Witolda Benedyktowicza.
Basia miała dar zjednywania i gromadzenia wokół siebie różnych ludzi. Szybko zaprzyjaźniła się z niektórymi osobami ze zboru, wśród nich była śp. Helena Nowakowsk, która – jak mi mówiła Basia – nauczyła ją zaufania do ludzi i Boga.
W roku 1984 umiera jej ojciec. Z najbliższych jej osób zostały jej dwie osoby: wiele lat od niej młodsza siostrzenica Diana i przyrodni siostra po matce Aleksandra, która zmarła 3 stycznia 2013 roku (Aleksandra Ford-Sampolska – absolwentka PWSFiT w Łodzi. W latach 1972–1974 występowała w Teatrach w Szczecinie, w latach 1974–1976 w Teatrze Narodowym w Warszawie, a w latach 1977–1978 w Teatrze Dolnośląskim w Jeleniej Górze. Następnie (w latach 1979-81) była aktorką Teatru Polskiego w Poznaniu, w latach 1981–1990 była ponownie w Teatrze Narodowym w Warszawie. Wystąpiła też w kilkunastu filmach fabularnych. W Warszawie założyła i prowadziła Teatr Literacki.
Basia – bo tak chciały, by się do niej zwracano – na Mokotowskiej rozpoczęła poszukiwania swojej nowej, duchowej rodziny. Czuła, że wśród członków zboru znajdzie to czego brakowało jej na co dzień, życzliwości i bliskości drugich osób. Szybko nawiązała kontakt z grupą młodzieży ze zboru. Razem z nimi zaczęła jeździć na obozy i spotkania kościele. Tam odnalazła też życzliwych sobie ludzi i zauważył, że pomimo swojej cielesnej ułomności jest akceptowana i przyjmowana z otwartością do społeczności.
By więcej angażować się w życie zboru i Kościoła podjęła studia teologiczne w Wyższym Seminarium Teologicznym im. Jana Łaskiego w Warszawie. Widziałem wtedy, jako jeden z jej wykładowców, ile trud i wysiłku musiała kładąc by zaliczać poszczególne przedmioty. Ile radości, było to bardzo wyraźnie widać, dawał jej każdy zdany egzamin.
Z biegiem lat zmieniało się też zaangażowanie Basi w życie zboru. Po latach aktywności wśród młodzieży Basia równie aktywnie włączyła się do pracy działającego w zborze Zespołu Kobiet. Brała aktywny udział w prowadzeniu nabożeństw z okazji Światowego Dnia Modlitwy, chętnie uczestniczyła w spotkaniach kobiet z czterech warszawskich parafii ewangelickich. Jeździła na kursy i zjazdy kobiet, brała udział w spotkaniach ewangelizacyjnych poza granicami kraju (Austria, Anglia). Wszędzie tam znajdywała zawsze osoby sobie bliskie i przyjazne. Wiedziała, że może liczyć na ludzi ze swojego Kościoła, z którym związała się ze świadomego wyboru i pozostała mu wierna, zachowując lojalność do ostatnich dni swojego życia.
Kreśląc to wspomnienie o Basi, jako jej długoletni duszpasterz, musze też wspomnieć to, że Basia miała tego pełną świadomość, że jako jedna z nas, zawsze mogła liczyć na pomoc, radę i wsparcie, nawet w najtrudniejszych momentach swojego życia.
Basia wielokrotnie powtarzała, że wie, jak wielu aniołów każdego dnia posyłał do niej Bóg. I wiedziała, że wśród tych aniołów było wiele pań ze zboru przy Mokotowskiej 12 (nie wymieniam tu z imienia nikogo, by przypadkiem pominąć kogoś, kto wspierał Basię w jej codziennym zmaganiu się z rzeczywistością).
Ci Boży posłańcy byli konieczni, bo Basia czasami jak dziecko potrzebowała pomocy, przypomnienia o czymś, co należało zrobić, materialnego wsparcia, wręcz poprowadzenia za rączkę… Na Basię można się było złościć, ale nie można się było na nią gniewać. Będzie na pewno nam jej brakować w naszym zborowym i kościelnym życiu.
Informacja o tym, że z Basią się coś niepokojącego dzieje dotarła do nas 10 kwietnia 2020 roku, kiedy jej siostrzenica Diana nie mogła z nią nawiązać kontaktu, a drzwi do jej mieszkania nie można było otworzyć. Dopiero po interwencji odpowiednich służb i policji udało się wejść do mieszkania. Niestety, Basia nie żyła. Jak ustaliła policja przyczyną zgon był nieszczęśliwy wypadek. Basia zmarła na skutek upadku, spadając ze schodów swojego dwupoziomowego mieszkania. Zgon nastąpił natychmiast.
Uroczystości żałobne odbyły się w piątek, 24 kwietnia 2020 roku na Cmentarzu Powązkowskim (wojskowym). Ceremonię pogrzebową poprowadzili ks.ks. Zbigniew Kamiński i Edward Puślecki.
Basia spoczęła w grobie rodzinnym obok swoich bliskich, którzy uprzedzili ją w drodze do wieczności. W ceremonii żałobnej, która ze względu na przepisy sanitarne związane z pandemią koronawirusa prowadzona była wyłącznie grobie uczestniczyła jej siostrzenica oraz grono przyjaciół.
Żegnamy ją z ufnością oczekując spotkania z Nią w Królestwie naszego niebiańskiego Ojca, który daje nam zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Ks. Zbigniew Kamiński

Wspomnienie wygłoszone przez ks. dr Edwarda Puśleckiego podczas nabożeństwa w dniu 03.05.2020

Ta strona używa ciasteczek (pliki cookies)! Dalsze korzystanie ze strony, oznacza akceptację ich użycia. Polityka prywatności i ciasteczek