Wspomnienie śp. Lucyny Madaj – audycja radiowa

Śp. Lucyna Madaj – długie i owocne życie

Umarłych wieczność dotąd trwa,
dokąd pamięcią się im płaci.
Wisława Szymborska

W piątek, 12 stycznia 2024 roku, na cmentarzu ewangelicko-reformowanym przy ul. Żytniej w Warszawie, pożegnaliśmy śp. Lucynę Madaj, którą Pan Życia i Śmierci odwołał do wieczności w 101. roku jej ziemskiego pielgrzymowania. Siostra Lucyna Madaj, z domu Stępniowska, córka Karola i Anny, urodziła się w 21.09.1923 roku w Poznaniu, zmarł 8 stycznia 2024 roku w Warszawie. Ceremonia żałobna, której przewodniczył zwierzchnik Kościoła, ks. sup. Andrzej Malicki w asyście pastora zboru, ks. Wojciecha Ostrowskiego i emerytowanego pastora zboru, ks. Zbigniewa Kamińskiego, byłego zastępcy zwierzchnika Kościoła, zgromadziła rodzinę i najbliższych Zmarłej, a także znajomych, sąsiadów i przyjaciół, którzy pożegnali sp. Lucynę Madaj podczas nabożeństwa żałobnego, a następnie towarzyszyli jej w drodze do rodzinnego grobu, gdzie spoczęła we wspólnej mogile z mężem Henrykiem, zmarłym 3 sierpnia 2020 roku.
Natomiast w niedzielę, 14 stycznia 2024 roku, zgodnie ze zwyczajem warszawskiego zboru, w kaplicy ewangelicko-metodystyczne Parafii Dobrego Pasterza, odbyło się wspomnienie pośmiertne poświęcone śp. Lucynie Madaj, które poprowadził ks. Zbigniew Kamiński.

Kim była Lucyna Madaj?
Od dzieciństwa wychowywała się w domu ludzi biblijnie wierzących, w którym wspólnie czytano Pismo Święte i pielęgnowano życie w duchu chrześcijańskiej pobożności. Ojciec Zmarłej z zawodu był rzeźbiarzem, a w okresie przedwojennym był także jednym z kaznodziejów świeckich poznańskiego zboru. W tamtym czasie, jak wynika to z informacji udzielonych przez ks. Jana J. Ostryka, pastora poznańskie zboru w latach 1988-2018 (ostatnie nabożeństwo w Poznaniu, niejako pożegnalne, poprowadził 27 stycznia 2019 roku), zbór poznański miał dziewięciu oficjalnie powołanych kaznodziejów świeckich, którzy w każdej chwili byli gotowi do posługi. Ta ilość kaznodziejów podyktowana była tym, że policja inwigilowała ówczesne środowisko metodystyczne i zdarzało się, że osobę odpowiedzialną za prowadzenie zboru „profilaktycznie” aresztowano na 24 lub 48 godzin. Aresztowania przeprowadzano zazwyczaj w sobotni wieczór, a to z myślą, by uniemożliwić pastorowi prowadzenie niedzielnego nabożeństwo. Zbór rozwiązał ten problem odpowiednią ilością świeckich współpracowników, którzy w razie zatrzymania pastora przez policję, mogli go zastąpić w niedzielnej posłudze kaznodziejskiej. Do chwili wybuchu II wojny światowej zbór systematycznie się rozwijał, zwiększając swój potencjał osobowy.
Po rozpoczęciu działań wojennych nastąpiło włączenie Poznania do tzw. Kraju Warty. Kraj Warty był tą częścią Polski, który została utworzony mocą dekretu Adolfa Hitlera z 8.10.1939. Stał się on obszarem nazistowskiego państwa niemieckiego, który obejmował tereny dawnego województwa poznańskiego oraz części województw łódzkiego, pomorskiego, a także warszawskiego i zamieszkiwało go około 5 milionów mieszkańców. W tym około 8 % Żydów, którzy stanowili w tym niemieckim okręgu liczniejszą grupę niż ludność niemiecka. Władze niemieckie od razu rozpoczęły dynamiczną germanizację tej enklawy przyłączonej do III Rzeszy. Akcje germanizacyjną prowadzono często terrorystycznymi metodami, eliminując wszelkich przejawów polskości. Jeszcze jesienią 1939 roku Niemcy rozpoczęli w Kraju Warty likwidację polskich elit społecznych. Najczęściej wykorzystywanymi w tym celu rozwiązaniami były akcje wysiedleńcze i mordowanie polskich elity intelektualnych i kulturalnych przeprowadzane przez nazistowskie Einsatzgruppen, Selbstschutzu oraz inne formacje policyjne. Rozpoczęły się systematyczne represje Polaków. Między innymi w przestrzeni publicznej zakazano używać języka innego niż niemiecki, co oznaczało, że spora część społeczności Kraju Warty po prostu nie mogła rozmawiać poza swoim domem. Sytuację ludności polskiej w tym regionie najlepiej oddaje artykuł zamieszczony w podziemnym piśmie wydawanym przez Wielkopolan w Warszawie. Pismo „Be-Zet. Biuletyn Zachodni”, w numerze 1 z roku 1942 informował: Polakom na ziemiach włączonych do Rzeszy nie wolno pod groźbą doraźnego pobicia i surowych kar: uczęszczać do kościoła i odbywać praktyk religijnych, brać udziału w jakimkolwiek życiu zbiorowym, społecznym i zawodowym, używać publicznie języka polskiego, używać polskich nazw miejscowości i ulic, uczęszczać do opery, teatru (…), do muzeów, bibliotek, instytucji naukowych… Reperkusje te dosięgły także metodystów. Jeden z kaznodziei świeckich tego zboru, Benedykt Meik został oskarżony o polonizowanie poznańskich metodystów i trafił w pierwszych miesiącach wojny do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie przebywała aż do wyzwolenia obozu przez Armie Czerwoną. Po wojnie ponownie znalazł zatrudnienie w Kościele Metodystycznym i jako pastor pracował na Mazurach, w parafii w Dąbrówno. Decyzją ówczesnego Dyrektora Samodzielnego Urzędu ds. Wyznań w Olsztynie został z parafii usunięty i pozbawiony funkcji pastora pod zarzutem germanizowania Mazurów. Historia lubi płatać figle
Rozporządzenie o utworzeniu Kraju Warty w konsekwencji przyczyniło się do likwidację polskiego zboru metodystycznego w Poznaniu. Pozostali w mieście polscy metodyści zbierali się potajemnie na swoich nabożeństwach, o czym doskonale wiedzieli ich niemieccy współbracia, ale nikt z niemieckich metodystów nie dopuścił się w tej sprawie zdrady i przez cały okres okupacyjny nie doniesiono o tym okupantowi.
Reperkusje wynikające z przywołanego wyżej rozporządzenia obowiązującego w Kraju Warty dotknęły także rodzinę Stępniowskich. Podczas mowy pożegnalnej na cmentarzu, wnuk śp. Lucyny Madaj, mówił o tym tak: „Jej dzieciństwo skończyło się wraz z wybuchem II wojny światowej. Miała wtedy 16 lat. Poznań został włączony do III Rzeszy, a rodzina Stępniowskich wysiedlona do Generalnego Gubernatorstwa. W kilkanaście minut stracili cały swój dobytek na rzecz uzbrojonych Niemców, po czym po dwóch dniach wycieńczającej podróży wysiedli na dworcu w Częstochowie, jak żebracy, bez środków do życia. W tamtym czasie bezdomną chrześcijańską rodziną zaopiekował się Izaak Sztajnic, kupiec skórzany, który przyjmując ich do swojego domu na kilka tygodni umożliwił jako taki stan w nowym okupacyjnym życiu. Dobroć nieznajomego Żyda wpłynęła niewątpliwie na dozgonny filosemityzm Lucyny” (Karol Madaj). To bezcenny przykład pokazujący, że podczas wojny nie tylko Polacy ratowali życie Żydów, ale bywało też odwrotnie, kiedy to Żyd ratował Polaka. Takie właśnie świadectwo mogliśmy usłyszeć z ust śp. Lucyny Madaj.
W czasie okupacji śp. Lucyna podjęła naukę w dostępnej dla Polaków Handelschule oraz dodatkowo kształciła się na polskich tajnych kompletach.
Po śmierci ojca, w dużej mierze spadł na nią ciężar utrzymania rodziny. W czasie okupacji pracowała w kilku firmach, między innymi jako maszynistka.
Po wojnie zdekompletowana rodzina wróciła do Poznania, chociaż tu nie pozostało już nic z przedwojennego mieszkania, ani z tego co mogło przypominać radosny okres dzieciństwa. Wszystko należało rozpocząć na nowo.
W tym samym czasie, w którym rodzina Stępniowskich powróciła do Poznania, następuje reaktywowanie metodystycznego zboru w Poznaniu. Do odbudowującego się zboru, jako pastor został oddelegowany tu z Mazur ks. Witold Benedyktowicz, który ze względu na brak mieszkania w Poznaniu zamieszkał wspólnie z żoną na plebani metodystycznej w Chodzieży. Ks. Witold Benedyktowicz – jak wspominała śp. Lucyna – wielokrotnie przebywał w domu Stępniowskich, czy to z racji odwiedzin duszpasterskich, czy też kiedy załatwiał różne urzędowe sprawy związane z przyznaniem przez polskie władze metodystom obiektu na sprawowanie kultu religijnego.
Kolejny pastor, ks. Lucjan Zaperty, którego skierowano do pracy w Poznaniu, miał za zadanie nie tylko odbudowywanie życia religijnego, ale także rozpoczęcie remontu zrujnowanego kościoła, który Okręgowy Urząd Likwidacyjny w Poznaniu, zawiadujący mieniem poniemieckim, na wniosek Kościoła, złożony 28 września 1946 roku, oddał 11 października jeszcze tego roku zrujnowany kościół staroluterski w Poznaniu przy ul. Ogrodowej 6. Wkrótce rozpoczęto odbudowę obiektu. Akt rekonsekracji kościoła nastąpił 8 czerwca 1947 roku.
Odbudowa życia zborowego dokonywała się również przy współudziale rodziny Stępniowskich. W spis członków zboru poznańskiego z 1951 roku sporządzony na potrzeby Referat do Spraw Wyznań przy Prezydium Rady Narodowej w Poznaniu widnieją nazwiska członków rodziny Stępniowskich: Zenon, Bolesław, Anna. Tu warto nadmienić, że Bolesław Stępniowski, później lekarz internista, podczas Ogólnopolskiego Zjazdu Młodzieży Metodystycznej, który odbył się w dniach 1-2 listopada 1947 roku w Klarysewie, został wybrany na prezesa Centralnego Zarządu Komitetu Młodzieży Metodystycznej. Jego zastępcą został Aleksander Krawczuk, późniejszy profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, doskonały znawca Antyku, a sekretarzem Sonia Gawlikówna z Katowic.
Dla młodej Lucyny jest to także okres podejmowania ważnych życiowych decyzji. Rodzi się w niej idea służby w Kościele w charakterze diakonisy. W związku z tym w czasie drugiego, powojennego naboru do Metodystycznego Seminarium Teologicznego w Warszawie podejmuje studia teologiczne od nowego roku seminaryjnego, który rozpoczął się jesienią 1947 roku. Remont kościelnego budynku w Warszawie przy ul. Mokotowskiej 12 oraz inne okoliczności spowodowały, że siedziba Seminarium została przeniesiona do podwarszawskiego Klarysewa. Tu śp. Lucyna kontynuuje naukę z innymi koleżankami, m.in. Zdzisławą Dmitrzak, po mężu Cichocka, Aleksandrą Dolejówną po mężu Grzybek, Heleną Jasikówną, po mężu Krawczyk), które podobnie jak ona sposobiły się do roli diakonis. Opiekunką dziewcząt przygotowujących się do roli diakonis była amerykańska misjonarka Sally Browne.
Lucyna jako studentka Seminarium pamiętała o swojej rodzinie w Poznaniu, która potrzebowała wsparcia finansowego ze względu na trudna sytuacje w jakiej znalazła się jej rodzina. Zwróciła się wówczas o pomoc do ówczesnego zwierzchnika Kościoła, ks. sup. Teodora Wickstroma, który zatrudnił ją najpierw jako katechetkę i organistkę w drugim warszawskim zborze, który miał swoja siedzibę na warszawskiej Pradze przy ul. Jagiellońskiej, a następnie powoła ja na swoją asystentkę.
W czasie studiów, jako redaktor odpowiedzialny, prowadzi dział dla młodzieży pt. „Kolumna Młodych” w kościelnym czasopiśmie „Droga”. W miesięczniku tym zamieściła kilka własnych prac, w tym na zlecenie ks. Wickstroma artykuł pt. „Co głosi metodyzm?”
Niestety, w roku 1948, urzędujący zwierzchnik Kościoła, ks. sup. Teodor Wickstrom, Amerykanin szwedzkiego pochodzenia, po wyjeździe na zagraniczną konferencję nie został na zlecenie władz państwowych ponownie wpuszczony do Polski przez służby graniczne, co doprowadziło do pewnego regresu w życiu Kościoła. W wyniku tego kryzysu okazuje się, że Kościół nie jest w stanie zapewnić etatów dla ewentualnych diakonis i studentki Seminarium otrzymują polecenie powrót do swoich macierzystych zborów.
Lucyna Stepniowska wraca do Poznani. Tu podejmuje studia polonistyczne. W międzyczasie rozwija się nić sympatii pomiędzy nią, a przyjacielem jej brata, Henrykiem Madajem co zaowocował zawarciem 13 kwietnia 1951 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Poznaniu związku małżeńskiego, który następnie dwa dni później, 15 kwietna, pobłogosławił ks. Jan Kus w kościele metodystycznym przy ul. Ogrodowej 6 w Poznaniu. W księgach metrykalnych parafii odnotowano, że uroczystość odbyła się o godz. 16.00. W małżeńskim związku przeżyli wspólnie 69 lat. Zawarcie związku małżeńskiego podyktowane było w pewnym sensie tym, że Henryk Madaj po ukończeniu studiów inżynierskich spodziewał się powołanie do wojska i chciał wziąć ślub zanim został powołany do wojska, ponieważ od chwili rozpoczęcia służby na ślub zgodę musiałyby wydać organa wojskowe. Mogłoby to być utrudnione, ponieważ jego wybranka, Lucyna, kandydatka na diakonisę i absolwentką Metodystycznego Seminarium Teologicznego, mogłaby jako aktywna metodystka nie zyskać akceptacji na żonę oficera polskiej Armii.
Rzeczywiście, krótko po ślubie, małżonek śp. Lucyny rozpoczął służbę wojskową i służbowo został przeniesiony do Zegrza Południowego (jednostka łączności). Młodzi małżonkowie zamieszkali najpierw w Zegrzu, a następnie w Białobrzegach, a z chwilą rozpoczęcia przez Henryka Madaja pracy w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie na stanowisku kierownika Pracowni Urządzeń Technicznych, zamieszkali w Warszawie przy ul. Sokołowskie. Tu na świat przychodzi trójka ich dzieci: Ania (1953), Jadwiga (1954) i Jarosław (1958).
W okresie PRL-u pracowała w różnych instytucjach, mi.in. w ziołolecznictwie, Polskiej Agencji Prasowej jako redaktor techniczny, a także w jednym z ministerstw. Za swoje zasługi w pracy była wielokrotnie nagradzana przez Polskie Państwo, m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Polonia Restituta.
Po zamieszkaniu w Warszawie czynnie włączyła się w działalność Zboru Dobrego Pasterza w Warszawie. Pracowała jako nauczycielka w Szkole Niedzielnej i organistka, służąc grą na fisharmonii podczas godzin biblijnych, a także pod nieobecność kantora zboru, w czasie niedzielnych i świątecznych nabożeństw. Swoje umiejętności zawodowe postawiła do dyspozycji kierownictwa Kościoła, kiedy w latach sześćdziesiątych minionego wieku przygotowywana była edycja nowego kancjonału metodystycznego, przy którym pracowała nad adiustacją i korektą tekstów, szczególnie przy Psałterzu. Kancjonał ukazał się drukiem w roku 1970.
Często pamięcią wracała do swoich kontaktów z amerykańskimi misjonarzami z okresu studiów w Seminarium Teologicznym. Opowiadała o nich z pasją i stwierdzała, że wielokrotnie byli dla niej wzorem kościelnej służby i oddania siebie Chrystusowi. Można śmiało powiedzieć, że wraz z jej odejściem straciliśmy wiarygodnego światka tamtych czasów i ostatnie ogniwo łączące współczesny Kościół Ewangelicko-Metodystyczny z amerykańskimi pionierami polskiego metodyzmu. Z dawnych misjonarzy i pracowników Kościoła szczególnie ciepło wspominała ks. dr. Edmunda Chambersa, szefa działu wydawniczego, a z polskich pastorów ks. sup. Konstantego Najdera. Pielęgnowała też kontakty z kolegami i koleżanki z okresu studiów w Seminarium. Dzieliła się z nimi informacjami z życia Kościoła i warszawskiego zboru, kopiowała i udostępniała w tym gronie fotografie i inne materiały dotyczące tego minionego już okresu.
Lucyna Madaj wspólnie z mężem Henryk angażowali się również w działalność ekumeniczną. Siostra Lucyna aktywnie uczestniczyła w nabożeństwach organizowanych na terenie Warszawy w ramach Komitetu Światowego Dnia Modlitwy Kobiet. Wraz z mężem wyjeżdżali do Dzięgielowa i brali udział w Dniach Ewangelizacyjnych organizowanych przez siostrzany Kościół Luterański. Uczestniczyli chętnie w kościelnych Dniach Odnowy organizowanych przez Komitet Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego. Bliska była jej idea ekumenizmu. Szczególnie ceniła sobie więzi ekumeniczne, które w szczególności pielęgnowała z reformowanymi, luteranami i baptystami.
Wspólnie z mężem byli ofiarni nie tylko na rzecz macierzystego zboru, ale ich dobroczynność sięgała znacznie szerzej. Ze swoich funduszy wspierali potrzebujących, a także niektóre instytucje, wśród których było m.in. Koło „Zgoda” w Kijowie, skupiające Polaków mieszkających w tamtym regionie.
Siostra Lucyna była miłośniczką Pisma Świętego. Dlatego bliska była jej idea rozpowszechniania Biblii prowadzona przez Towarzystwo Biblijne w Polsce. Wspierali z mężem tą ideę swoimi ofiarami. Towarzystwo Biblijne zauważyło ich zaangażowanie w tym zakresie i przyznało im swój okolicznościowy medal z okazji 200-lecia istnienia Towarzystwa Biblijnego w Polsce. Medal, ze względu na stan zdrowia siostry Lucyny został im wręczony w ich warszawskim mieszkaniu. Aktu uhonorowania dokonała ówczesna Dyrektor Generalna Towarzystwa Biblijnego w Polsce wraz z prezesem Komitetu Krajowego Towarzystwa Biblijnego, ks. dr. Edwardem Puśleckim.
Braterstwo Madajowie byli też wyczuleni na osoby potrzebujące. także pomoc osadzonym i osobom, które opuszczały zakłady karne i szukali wsparcia. Na pytanie, czy nie obawia się, że znajda się wśród nich różni cwaniacy, którzy wykorzystają ich dobroczynność z rozbrajająca szczerością odpowiadała: Bracie pastorze, lepiej pozwolić się oszukać jednemu czy drugiemu cwaniakowi, niż nie udzielić pomocy jednemu, naprawdę potrzebującemu wsparcia. Taka była.
Z inicjatywy siostry Lucyny, w okresie Świąt Bożego Narodzenia, w zborze przygotowywano dodatkowe paczki, które wraz z dziećmi ze Szkoły Niedzielnej dostarczała na oddział dziecięcy szpitala przy ul. Litewskiej, co poświadczają listy z podziękowaniami od Dyrekcji Szpitala kierowane na adres zboru.
Podsumowując to wspomnienie poświęconego śp. Lucynie Madaj, przytaczam słowa wypowiedziane przy grobie Zmarłej przez jej wnuka Łukasza Madaja, który tak mówił o swojej babci tak: „Babci nieustanną troskę o bliskich dobrze ilustruje to, że gdy przychodziliśmy w odwiedziny w ostatnim miesiącu jej życia, a akurat nie spała, jej głównym zmartwieniem było nie to, że ją boli, ale że robi nam kłopot. Myślę, że gdyby była tu z nami teraz, przejmowała by się, że z jej powodu siedzimy w chłodzie.
Babcia kochała i była dumna ze wszystkich bliskich i swoich małych ojczyzn. Ze swoich rodziców, siostry i braci; z teściów, swoich dzieci i wnuków, ze swojego dyrektora departamentu w ministerstwie, z rodzinnego Poznań, z tego że jej nazwisko panieńskie pochodzi z Małopolski (jak poinformował ją wykładowca języka starocerkiewnosłowiańskiego na Uniwersytecie), ze swoich lekarzy i listonosza… Jej najczęściej powtarzane zdanie na kogokolwiek temat było: »to taki dobry (albo wspaniały) człowiek«.
Wierzę, że częsty kontakt z babcią był czynnikiem formującym dobre postawy nie tylko we mnie, ale w całej naszej rodzinie.
Babciu, dziękuję Ci za Twoją obecność wśród nas przez tak długie lata.”
Wspominając pamięć naszej zmarłej Siostry, potwierdzamy nasze wyznanie wiary, że wierzymy w obcowanie, w społeczność świętych, uświęconych, zbawionych, wszystkich wieków i wszystkich czasów. I korząc się przed majestatem śmierci wyznajemy, że jak Ojciec wzbudza z martwych i ożywia, tak i Syn ożywia tych, których chce (J 5,21) i z radością wielbimy święte imię Jego, jako Pana życia, jako Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

ks. Zbigniew Kamiński

Tekst w wersji pierwotnej ukazał się w „Pielgrzymie Polskim” marzec-kwiecień, nr 2 (957), rok 2024, s. 17-20.

Link do programu „Kościoły w Polsce i na świecie”. 2 marca 2024

Link do audycji radiowej

Ta strona używa ciasteczek (pliki cookies)! Dalsze korzystanie ze strony, oznacza akceptację ich użycia.

Polityka prywatności i ciasteczek